niedziela, 13 września 2015

Magia Bożego Narodzenia dostępna przez cały rok!



         

      Nazwa firmy Doroszko produkującej ozdoby choinkowe nie była mi obca. Jednak nigdy nie przypuszczałem, że w Kętrzynie, niedaleko Mrągowa, znajduje się Konsulat Świętego Mikołaja. Tego, że po dwugodzinnej wizycie w fabryce tego znanego producenta bombek świątecznych, będę się cieszył nie mniej, niż kiedy za małolata otwierałem prezenty znalezione pod bożonarodzeniowym drzewkiem, w ogóle nie brałem pod uwagę. Spotkanie w tym niezwykłym miejscu umówiliśmy jeszcze przed wyjazdem na Mazury. Na szczęście dla nas był wrzesień, gdyż od października do końca roku każdy dzień, łącznie z weekendami, jest już zarezerwowany. Mieliśmy wielkie szczęście, bo oprowadzał nas sam właściciel, dzięki czemu dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy. Przez większość czasu, nie mogłem wyjść z podziwu jakie to cuda można wymalować na szklanych bombkach. Wielce zadziwiła mnie również pomysłowość klientów, którzy zamawiali te "luksusowe towary", jak żartobliwie nazwał je Pan Tadeusz Doroszko.

      Jeszcze w 2012 roku firma zatrudniała 50 osób i należała do liderów swojej branży w Polsce. Jednak globalny kryzys spowodował upadek ich głównego odbiorcy w USA, w efekcie czego musieli zredukować liczbę zatrudnianych osób do 10. Tak pozostało do dzisiaj, kiedy przeszło ¾ towaru idzie na eksport, przeważnie do krajów bogatych, jak Stany Zjednoczone, Norwegia, Szwecja czy Niemcy. Sporo kupują również rosyjskie firmy. W naszym kraju prawie wszystko trafia do marketów, klienci indywidualni robią zakupy jedynie przed samym Bożym Narodzeniem.

       Z powyższych powodów niedawno firma zdecydowała się wprowadzić do oferty możliwość zwiedzenia fabryki, połączoną ze zrobieniem własnych bombek, które później się własnoręcznie maluje i zabiera na pamiątkę do domu. Sporą frajdą jest napisanie listu do św. Mikołaja z listą prezentów, jakie chce się otrzymać od sympatycznego brodacza- w końcu nazwa Konsulat Świętego Mikołaja zobowiązuje. Razem z żoną jesteśmy świetnym przykładem, iż wizyta w Kętrzyńskiej wytwórni ozdób ze szkła może okazać się wspaniałym przeżyciem, zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. 

      Należy jednak wziąć poprawkę, że klienci indywidualni mogą odwiedzić firmę Doroszko jedynie w sezonie wakacyjnym, bowiem przez resztę roku prawie codziennie zjawiają się tam tłumy szkolnych wycieczek. Nie powinien to jednak być wielki problem, gdyż przecież większość turystów udaje się na Mazury właśnie latem. Obecnie w fabryce trwa mały remont i gorączkowe przygotowanie do wystawienia sztuki o Dziadku do Orzechów- jak zapewnia właściciel będzie to nie lada gratka dla wszystkich, którzy zdecydują się ją zobaczyć. Już teraz można w firmowym sklepie zakupić świąteczne ozdoby ze scenami przedstawiającymi ową bajkę. 

     Konsulat Świętego Mikołaja to miejsce, gdzie atmosfera Świąt Bożego Narodzenia trwa w najlepsze przez cały rok. Wystarczy zatelefonować, by umówić się na wizytę, a świat choinkowych ozdób otworzy się dla nas otworem i zaprosi nas w malowniczy świat pełen bajkowych przygód. Na koniec polecam wizytę w sklepie, gdzie po okazyjnych cenach można nabyć firmowe produkty, które z pewnością będą pięknym prezentem dla najbliższych. 

      Po wizycie w firmie Doroszko, warto zobaczyć pozostałe atrakcje Kętrzyna, do których zalicza się; Zamek Krzyżacki, Bazylika Mniejsza pod wezwaniem św. Jerzego oraz Cerkiew św. Bazylego Wielkiego.


Konsulat Świętego Mikołaja
Kętrzyn, ul. Dworcowa 3A
Telefon: 49 89 752 33 88 lub 606 133 333
e-mail: doroszko@doroszko.pl
http://www.konsulatmikolaja.pl - poprzez tą stronę można się łatwo umówić na wizytę







                                                      Rysunek na drzwiach do toalety 

 

  
                                         Bombki przygotowane do dalszej "obróbki"

 

                                  Stary gramofon służy obecnie do malowania ozdób 

 

 

                                          Tutaj można bombce nadać kształt szyszki 

 

                                       
                                         Średnio wydmuchuje się około 200 bombek dziennie 
                                           'Trójwymiarowy" wizerunek Mazur 

 
                                        Krawaty z wizerunkiem św. Mikołaja 


                                         Figurki do sztuki Dziadek do Orzechów 



                                                       Śpiewające ekipa brodaczy 




                                                       Zamówione przez firmę amerykańską 

          
                                                      








                                         Na zamówienie rosyjskiej cerkwi 


                                          Mikołaj odpoczywa przed świętami 












         
                                           Święta na wesoło 



                                                       Wysłane do Norwegii 






                                          Pozłacane carskiej jajka 







Figurki i bombki z wizerunkiem amerykańskich harcerek 












                                           Kiedy w 2005 roku zaprzysiężono na prezydenta USA Baracka Obamę, wszyscy święci  musieli zmienić kolor skóry na... czarny














 

 






          

wtorek, 1 września 2015

Hunedoara – gotycka twierdza węgierskich Szeklerów




Miasto położone nad rzeką Cerną, dopływem Mureş. Największa atrakcja miejscowości jest Castelul Corvinilor, gotycki zamek z czasów węgierskiego panowanie w Siedmiogrodzie. Był on siedzibą Jana Hunyadyego i jego syna Macieja Korwina (węgierska nazwa, to Vajdahunyad). Warownia stoi na skale, w miejscu XVI wiecznego kasztelu. W 1409 roku król Zygmunt Luksemburski podarował zamek miejscowemu zasłużonemu dla węgierskiej korony kniaziowi, Voicu Hunyadyemu. Jego syn Iancu (Jan) wraz z żoną Elżbietą przebudował warownię i ufortyfikował, czyniąc z niej swą siedzibę, w której mieszkał wraz z wojskiem. Twierdzą władał potem syn Jana, król Węgier Maciej Korwin.

W XVIII wieku zamek przeszedł na własność państwa, otrzymując tym samym status zabytku. Po nieudolnych renowacjach pod koniec XIX wieku oraz w  latach 1907-1917, został gruntownie odremontowany w 1965 roku. Długotrwała budowa podzielona na trzy etapy przesądziła o wyglądzie twierdzy: podstawa jest typowo gotycka, zaś dodawane z czasem elementy – barokowe lub renesansowe. Na zewnątrz można podziwiać wzniesioną w drugim etapie budowy wieże Neboisa, która ciągnie się daleko poza główną bryłę. Prowadzi do niej umieszczony wysoko na murach krużganek. Przed wejściem do zamku – brama w wieży w zachodniej części - trzeba najpierw pokonać przerzucony wysoko nad rzeką długi drewniany most.

Największe wrażenie robi gotycka Sala Rycerska z krzyżowo-żebrowym sklepieniem wspartym na dwóch rzędach ośmiokątnych filarów z granitu. Na jednym z nich widnieje data powstania, 1452 rok. Nad Salą Rycerską znajduje się tej samej wielkości Sala Sejmowa z tego samego okresu. Warto także przyjrzeć się dłużej XV- wiecznej gotyckiej kaplicy znajdującej się nad bramą.

Od połowy XIX Hunedoara stała się ośrodkiem hutnictwa żelaza. Wykorzystując fakt, iż region obfituje w złoża żelaza i węgla kamiennego, prezydent Ceauşescu kazał wybudować obok zamku ogromny kombinat oraz liczne tartaki, fabryki mebli i zakłady produkujące żywność, chcąc w ten sposób przesłonić warownię, gdyż była ona symbolem węgierskiego panowania w Transylwanii. Wszystkie zakłady podupadły po 1989 roku. 

Po zakończeniu I wojny światowej i włączeniu Siedmiogrodu do Rumunii w 1918 roku, zamek przejął rumuński rząd. Obecnie mieści się w nim muzeum historyczne.

Na koniec mała refleksja. Zamek w Hunedoarze jest imponujący i warty odwiedzenia. Szkoda tylko, że poza świetnie zachowanymi surowymi murami, nie oferuje zbyt wiele odwiedzającym go licznym turystom. Owszem, można zajrzeć do Sali Tortur czy wspomnianej Sali Rycerskiej, ale tak wspaniała twierdza, według mnie, zasługuje na lepszego zarządzę, który w pełni wykorzysta jego potencjał. Opiekuna który sprawi, że chciałbym się tam wybrać ponownie. Który wreszcie zrobi porządek z okablowaniem przeszkadzającym w oglądaniu budowli, nie wspominając już o możliwości zrobienia "czystego" zdjęcia. Samo miasto pełne jest zabitych dechami pustostanów i opustoszałych fabryk. Iście poindustrialny krajobraz pokazujący, że mnie jeszcze sporo czasu, zanim Rumunia wyzwoli się całkowicie od "ducha zniszczenia" Nicolae Ceaușescu.

























 Witraż Jana Hunyadego, pierwszego władcy zamku